Pierwsza znajomość ma miejsce w Japonii.
Dzieje się to przed wielką oficjalną premierą. Połowa września. Już widać, czego dokonała Toyota.
Jest to niewielka modyfikacja. Krytykom nie spodobał się dwukolorowy lakier w pierwszym modelu. Czarna listwa na słupku A? Tak. Im też się to nie podobało. Teraz cofa się dalej. Za słupkiem B. Aż do słupka D. Wszystko łączy się z czarnym dachem i przednim zderzakiem. Jedna ciągła forma.
Tył?
Wróć do koloru bazowego. Nowe poziome odblaski. Lekkie zmiany w zderzaku.
„Udoskonalanie proporcji wizualnych” to fantazyjny sposób na stwierdzenie, że samochód nie wygląda już na przecięty na pół.
Zmieniło się także dolne wykończenie. Nierozpraszany plastik jest teraz w kolorze Piano Black. Usunęli „czarny” kolor farby. Witamy w neutralnej czerni. Dla większości z nas jest to rozróżnienie bez różnicy. Właściciele wersji RS dostają teraz czerwone zaciski. Wyposażenie standardowe.
Wewnątrz nic się nie zmieniło.
Dobrze. Prawie. Wyposażenie na zimę jest teraz obowiązkowe na wszystkich poziomach wyposażenia. Przerzutki planetarne też. Zdejmij koło zapasowe. Zgub swoje cyfrowe lusterko wsteczne. Dziwny. Brelok ma szary odcień. Klucz cyfrowy pojawia się w wersjach wyposażenia Z i RS.
Potem moc.
Znawca donosi o systemie hybrydowym piątej generacji. 2,5-litrowy silnik bez turbodoładowania otrzymuje mocniejszy silnik elektryczny. Szesnaście dodatkowych koni mechanicznych. Łącznie 236 KM Plus pięć.
Po co?
Dzięki temu dłużej działa na bateriach. Duży RS z dwiema turbosprężarkami? Niczego nie dotykają. Wciąż 344 KM. Ten sam stary, ten sam stary.
Ceny w Japonii zaczynają się od 5,15 miliona jenów. Górna granica sięga 6,7 mln jenów. Około 31–41 tysięcy dolarów.
Czy Ameryka otrzyma aktualizację na rok 2027?
Może. Albo nie.
Toyota zwykle ciągnie za sobą resztę świata. Prawdopodobnie w przyszłości pojawią się wersje Sport i Sedan. Oni czekają.
Wiesz, że. Jak zawsze.






















