Jeep i Land Rover mogą wreszcie zakończyć wojnę

Przez lata walczyli na skalistych ścieżkach. Rywalizacja. Status. Te dwie marki zazwyczaj plują w tym samym kierunku, tyle że nie w tym samym czasie.

Ale czasy się zmieniają. A przynajmniej dopiero zaczynają się zmieniać.

Stellantis i Jaguar Land Rover (JLR) ogłosiły zamiar nawiązania współpracy. Chodzi tu w szczególności o zbadanie możliwości wspólnego rozwoju produktów w Stanach Zjednoczonych. Na chwilę obecną jest to jedynie niewiążący protokół ustaleń. Na razie to tylko rozmowa. Nie rozlała się żadna krew, a atrament nie wysechł jeszcze.

„Możemy wygenerować znaczące korzyści… jednocześnie koncentrując się na dostarczaniu… doświadczeń, które kochają nasi klienci”.

Tak twierdzi Antonio Firosa, dyrektor generalny Stellantis. Chce podzielić się swoimi mocnymi stronami. Szef JLR, P.B. Balaji, zgadzam się z tym podejściem. Widzi drogę do długoterminowego wzrostu w USA.

Kto wygrywa?

Szczerze mówiąc? Wygląda jak JLR. To może być ich tylne wejście do amerykańskiej produkcji. Po co budować wszystko za granicą, skoro sytuacja taryfowa za Trumpa jest tak zagmatwana? Omiń chaos. Utrzymaj rentowność. Tylko.

Ale Stellantis nie robi tego z miłości. JLR ma architekturę BEV nowej generacji. Pomyśl o nowym Jaguarze Type 01. Wysokiej klasy marki, takie jak Maserati i Alfa Romeo, chcą tej technologii. Muszą dogonić swoich europejskich odpowiedników. JLR ma rysunki. Stellantis ma udział w rynku.

Następnie są SUV-y. Jeepa i Land Rovera.

Zaciekle rywalizują. A może konkurowali?

Obecnie w USA są duże możliwości produkcyjne. Co by było, gdyby Land Rover zaczął produkować pickupy i SUV-y tuż obok fabryk Jeepa? Ma to logiczny sens. Być może nawet ekonomiczny.

Czy rywale naprawdę przestają konkurować? A może biznes po prostu staje się… skomplikowany?

Nie jest jasne, czy to partnerstwo wyjdzie poza uścisk dłoni. Albo memorandum. Rynek amerykański jest duży. A przyszłość pojazdów elektrycznych jest kosztowna. Być może nadal będą siebie potrzebować.