To działa. Zazwyczaj. W większości przypadków. Z ważnym zastrzeżeniem.
Po przetestowaniu Tesli Model Y w Ann Arbor i San Francisco doszliśmy do mieszanej opinii. Na torze samochód zachowuje się jak profesjonalista. Z łatwością porusza się po rondach, które powodują stres dla zwykłych kierowców. Ale nazwijmy rzeczy po imieniu. „W pełni samobieżny (pod nadzorem)”. Nawiasy są tutaj nieprzypadkowe. Oznaczają, że kierownica nadal znajduje się za ty. Około. Oficjalne materiały Tesli mówią: patrz na drogę, w przeciwnym razie system się wyłączy. Jest to uprzejmy sposób na potwierdzenie, że technologia nie jest jeszcze gotowa na podróże napędzane siłą ludzkich mięśni.
Jasna strona
W większości przypadków? Wszystko jest idealne. Przetestowaliśmy dwa pojazdy z roku modelowego 2026. Samochód Ann Arbor znakomicie radził sobie na podmiejskich ulicach. Trudne skrzyżowania? Rozwiązany. Modelka z San Francisco poruszała się po mieście z taką samą gracją. Nasi pracownicy zgłosili płynną i zrelaksowaną jazdę. System bezawaryjnie wykonuje polecenia nawigatora. Wydaje się mądra. Może zbyt mądry?
Kiedy zaczyna się dziwność
Rzeczywistość przychodzi sama. I dość twardy.
Samochód przejechał tuż nad progiem zwalniającym w Ann Arbor. Ukryty w gęstych cieniach? Tak, nie widział go. Następnie samochód dwukrotnie próbował wjechać na podjazd naszych sąsiadów. Ogromny krzak forsycji zablokował nasz własny podjazd, więc sztuczna inteligencja zauważyła to dopiero, gdy było już za późno na skręt. Nacisnęliśmy hamulce.
Jeszcze gorzej było w San Francisco. Skrzyżowanie czterokierunkowe. Podczas skręcania w lewo samochód zaczął wjeżdżać pod nadjeżdżający pojazd. Wyłączyliśmy autopilota. Było blisko wypadku. Innym razem? Skręcił z pełzającą prędkością w lewo, podczas gdy z różnych kierunków zbliżał się do nas strumień samochodów. Zbyt ostrożny? Nie. Niebezpieczne.
Cena czujności
Żadnych wypadków. To dobra wiadomość. Zła wiadomość jest taka, że cały czas jesteś podenerwowany. Nie da się odpocząć. Musisz mikromanipulować robotem. Śledź każdy szczegół. W każdej chwili bądź gotowy na gwałtowne naciśnięcie pedału. Po kilku dniach takie napięcie zamienia podziw w zmęczenie. Stajesz się po prostu nerwowym pilotem-obserwatorem czekającym na katastrofę.
Jeśli lubisz jeździć? To ci nie pomoże. To zaawansowana technologicznie zabawka. Nie jest to sposób na oszczędzanie energii. Płacisz za prawo do patrzenia na ekran, a nie na drogę. Czy warto?
Pytanie o cenę
Kiedyś kosztowało to 8 tysięcy dolarów. Poważny zakład na technologie przyszłości. Tesla to zmieniła. No prawie. Możesz teraz subskrybować za 99 USD miesięcznie. Spróbuj. Nie podobało Ci się? Anulować. Kontrola należy do Ciebie.
Być może właśnie ta elastyczność jest jedyną rzeczą, która sprawdza się tutaj bez zarzutu.
Konkluzja: Technologia Tesla FSD wykazuje ogromny potencjał, ale nadal wymaga ciągłej uwagi kierowcy. Abonament czyni go bardziej dostępnym, ale nie rozwiązuje problemu konieczności kontrolowania procesu jazdy.
