Właśnie opuściłem salę konferencyjną, gdzie zasadniczo „ubieraliśmy” metal i włókno węglowe.
Albo, ściślej, pozwolono mi śnić.
Tak właśnie powinno być, jeśli jesteś jednym z trzydziestu trzech szczęśliwców kupujących nową Alfę Romeo 33 Stradale. Sam dostosowujesz swój samochód. W najodważniejszych szczegółach. Jeśli oczywiście im się to uda. Całkowita kwota nie zostanie jeszcze ogłoszona. Trzymają tę liczbę w tajemnicy, jak tajemnicę państwową.
Ale tu jest haczyk.
Cały numer został wyprzedany. Zanim został zaprojektowany. Zanim inżynierowie skinęli głowami. Zanim kierownictwo Stellantis dowiedziało się o jego istnieniu.
To samochód wart 2 miliony funtów marki, która sprzedaje także crossovery za cenę przyzwoitego wiejskiego domu. Za 30 tys. Brzmi szalenie. Kompletne niedopasowanie. A jednak. To działa. Dla Alfy jest to właściwa decyzja. A co najważniejsze.
Naprawdę miło jest go prowadzić.
Jak opinie klientów ukształtowały projekt Alfy 33
Cofnijmy się w czasie.
W 2022 roku potencjalni nabywcy zobaczyli szkice. Tylko linie na papierze. Kolekcjonerzy. Fanatycy. Ci sami ludzie, którzy mierzą swoje życie liczbą obrotów i czerwonymi świecami zapłonowymi. Obejrzeli te szkice i powiedzieli: „Wezmę jeden”.
Alfa słuchała. Nie grzeczne kiwanie głową, które jest zwyczajem w korporacjach, ale prawdziwe uważne słuchanie. Natychmiast przekazali tę opinię na etap projektowania. Stworzyli nawet komitet o nazwie La Bottega. Ich zadanie? Nadzoruj ten wyjątkowy, limitowany projekt natychmiast po otrzymaniu pozwolenia na uruchomienie.
Na czele komitetu stoi Camille Rostango. Mówi mi, że zachowywali się jak startup. Szybko. Elastyczny. Bez biurokracji, która zwykle spowalnia proces.
„Byliśmy jak startup: elastyczni i szybcy.”
To właśnie ta elastyczność wyjaśnia napięte terminy. Do 2023 r., kiedy ogół społeczeństwa zobaczył 33 egzemplarze, dostawa pierwszego samochodu była już planowana na 17 grudnia 2024 r.
Poczekaj.
Sprawdź matematykę. To trochę mniej niż dwa lata.
Dlaczego tak szybko zbudować samochód warty 2 miliony funtów, jest tak trudno
Jean-Philippe Delardowi nie podoba się ta prędkość. Jest głównym inżynierem. Były technik rajdowy Citroëna (WRC). Człowiek stojący za Peugeotem 508 PSE, który, szczerze mówiąc, był całkiem niezły. Wyczucie czasu… martwi go. Używając jego delikatnego eufemizmu: „zaniepokojony”.
To jasne dlaczego. Budowanie nowej platformy, dostrajanie V6 i ręczne wykańczanie wnętrz dla trzydziestu trzech wyjątkowych klientów w takim czasie to szaleństwo.
Jak więc tego dokonali?
Stellantis.
Przydaje się, gdy Twoja firma-matka jest właścicielem Jeepa, Chryslera, Peugeota i Fiata.
Rostango siedzi ze mną na poligonie testowym Balocco. Zamknięty asfaltowy tor, ukryty pomiędzy Mediolanem a Turynem, na którym samochody uczą się przyzwoitego zachowania. Albo nie. Wskazuje na powiązanie ze Stellantisem. Nie musieli wymyślać od nowa każdej śruby. Mogli pożyczyć sprzęt „najlepszy w swojej klasie”. Elektronika. Konstrukcje bezpieczeństwa. Podstawowa mechanika.
Potem dodali duszę.
„Mieliśmy punkt wyjścia” – mówi. „Pracowaliśmy nad tym, aby była to prawdziwa Alfa”.
Wzięli niezawodne komponenty i stworzyli je Alfa. V6 śpiewa. Zarząd jest wytrwały. Widok sprawia, że zawracasz w ruchu ulicznym w Turynie. To jest drogie. Tak. 2 miliony. Ale nie powstało z powietrza. Został zbudowany na wspólnych platformach, pasji klienta i wielu zabieganych inżynierach.
I to daje mi do myślenia.
Czy kupujący wiedzieli, że wszystko wydarzy się tak szybko?
