Alpina żyje. A przynajmniej stanie się tak, gdy tylko zostaną podpisane ostatnie dokumenty i uruchomiona zostanie fabryczna linia montażowa.
BMW zaprezentowało samochód koncepcyjny Vision Alpina w Villa d’Elonganza we Włoszech. To ważne stwierdzenie. Bardzo głośno.
Samochód wygląda jak drapieżnik: długi, niski, 5,2 metra agresji i „nos rekina”. Jest mniej więcej tej samej długości co Rolls-Royce Wraith. Ale wyjaśnijmy sobie jedno: tego konkretnego samochodu nie będzie można zamówić. To nie jest prezentacja modelu produkcyjnego. To „moodboard” wykonany z aluminium i skóry. Manifest marki.
Alpina pnie się w górę po drabinie cenowej. Przewyższa obecne modele BMW, ale nadal pozostaje poniżej sufitu Rolls-Royce’a.
Pełna własność marki przeszła z rąk do rąk na początku tego roku: z rodziny Bovensiepen na BMW. Pył opadł. Teraz firma pokazuje, na co można wydać te pieniądze. Pierwszy prawdziwy samochód dostępny w sprzedaży będzie oparty na platformie Serii 7. Premiera odbędzie się w 2027 roku, a jeśli zdążycie z książeczką czekową, pierwsze dostawy rozpoczną się na początku 2028 roku.
Szacunek dla korzeni
Steruje Maksymilian Missoni. Były szef designu w Polestar, obecnie główny projektant segmentu samochodów luksusowych średniej wielkości. Twierdzi, że sześćdziesięcioletnia historia Alpiny jest traktowana z „szczególną ostrożnością”. Dokładność jest dobra. Szacunek jest jeszcze lepszy.
Nawiązuje do legendarnego B7 Turbo z 1978 roku. Ikona. Ten samochód dosłownie tchnął życie w nową koncepcję. Oda do przodków jest widoczna gołym okiem: wieloramienne koła, spojler na przednim zderzaku z napisem, cztery rury wydechowe gwarantujące głośny dźwięk.
I oczywiście paski.
Alpina słynie z ozdobnych pasków (Deko). Dwie linie wzdłuż ściany bocznej. Wcześniej były to naklejki. Tylko naklejki winylowe. A teraz? Nakłada się je ręcznie. Po co? Ponieważ BMW chce ekskluzywności. Chcą, żeby samochód wyglądał na drogi, ale bez ceny Ferrari. Nawet skromne chromowane wykończenia z przodu nawiązują do mitycznego modelu 507.
Wszystko jest miękkie w środku. Może nawet za miękki.
Dużo skóry. Konkretnie odmiana Lavalina. Jeśli jesteś w temacie, rozumiesz o czym mówimy. Drewno z otwartymi porami, dzięki czemu widać słoje. Toczone metalowe części, które zdaniem BMW zostały zainspirowane zegarkami z najwyższej półki. Najprawdopodobniej jest to prawda. Dokładny. Zimno.
Ale najdziwniejsza część jest ukryta za tylną konsolą. Kryształowe okulary. Wbudowany bezpośrednio do wnętrza. Czy naprawdę potrzebujesz szkła, gdy stoisz w alei serwisowej? Najprawdopodobniej nie. Ale w klubie jachtowym może się to przydać.
Cel jest jasny. Pokonaj Maybacha. Wyzwij Range Rovera na pojedynek. Oferuj ten kawałek ekskluzywności na poziomie Ferrari.
To ryzykowne posunięcie. Łączenie bawarskiej niezawodności z butikową pretensjonalnością. Na papierze wszystko wygląda logicznie. Koncepcja jest z pewnością piękna. Wyczyść linie. Eleganckie krzywizny.
Czy się sprzeda?
Nikt nie wie. Ale BMW nie szuka jeszcze odpowiedzi. Oni po prostu czekają. Do 2028 roku.
